Radically Real

Thoroughly of This Earth

Święto Niepodległości w Warszawie

11 listopada Warszawa obserwowała, jak obchody Święta Niepodległości przyjmują dwoistą postać Marszu Niepodległości i towarzyszącej mu blokady. Przez cały dzień konflikt wisiał w powietrzu.  Po ciągnących się od rana godzinach przygotowań i spokojnych początkach, sprawy dojrzały do tego, by wymknąć się spod kontroli. Szczęśliwie, prawie nikt nie odniósł poważnych obrażeń i w momencie, gdy nacjonalistyczni bojówkarze wyrwali się spod nadzoru policji, by krążyć ulicami stolicy po marszu, większość protestujących znalazła już schronienie.

Uczestnicy Marszu Niepodległości stanowili tę samą, co zwykle, łatwą do zidentyfikowania mieszankę nacjonalistów i pseudokibiców, spośród których prawie wszyscy to młodzi mężczyźni ukrywający twarze za szalikami czy kominiarkami. Dodatkowo pojawiło się kilku populistycznych prawicowych intelektualistów, których poglądy są zbieżne z mizoginistycznymi i rasistowskimi ideami ruchu. W liczbie kilku tysięcy (od 6 do 20, zależnie od źródła informacji medialnej) zgromadzili się na pl. Konstytucji. Tłum innych – głównie przyjezdnych pseudokibiców – zbliżył się do grup blokujących z przeciwnego kierunku, nadchodząc od Pałacu Kultury. Uzbrojeni w biało-czerwone flagi, kije bejsbolowe, pałki i petardy, byli gotowi do walki ulicznej i zdeterminowani, żeby do niej doprowadzić.

Na ich przeciwników złożyli się działacze lewicowi wszelkiej maści, liberałowie, Antifa i zwyczajne rodziny z dziećmi. Razem reprezentowali ledwie koordynowaną kontrnacjonalistyczną próbę zablokowania marszu. Ogółem ok. 2000 osób. Niektórzy z nich gotowi byli ukryć twarze z obawy przed nacjonalistami rozkoszującymi się w robieniu zdjęć i tworzeniu internetowych baz danych swych znienawidzonych lewicowych wrogów. Podczas przygotowań do głównego wydarzenia dnia doprowadzono do szeregu wewnętrznych podziałów i nie było zbyt jasne, czy Kolorowa Niepodległa, łagodna acz głośna frakcja przyciągająca wiele osób znanych i zwykłych przechodniów, weźmie udział w blokadzie. W każdym razie Kolorowa zadała sobie wiele trudu, by nie wykroczyć poza rozwodniony przekaz liberalny sprowadzający się do promocji tolerancji i sprzeciwu wobec przemocy. Politycznego radykalizmu obecnego wśród socjalistów i anarchistów rozproszonych po Marszałkowskiej skrzętnie unikano na platformie Kolorowej, kreującej atmosferę przypominającą festyn osiedlowy. Protestujący przeciwko marszowi wydawali się odczuwać dyskomfort z powodu swego uczestnictwa w tej niezręcznej koalicji. Doprawdy kolorowa mieszanka.

Wbrew anarchistycznej niechęci wobec policji. tym razem należy jej się wdzięczność. To dzięki wysiłkom oddziałów policyjnych, które liczebnie znacznie przewyższały pseudo-faszystów i blokujących marsz, blokada nie została zmiażdżona. Gdyby nie policja, nie byłoby czego po nas zbierać. Jednocześnie mieliśmy szczęście, że nie dostała rozkazów, które byłyby niekorzystne dla większości protestujących. W instytucji sił bezpieczeństwa nie ma niczego, co stawiałoby je po stronie lewicy. Istotnie, można dowodzić, że jest wprost przeciwnie. Niemniej, ponieważ dla policji wypełnianie rozkazów jest zazwyczaj sprawą najwyższej wagi, tym razem blokujących i protestujących oszczędzono. W podupadających zachodnich demokracjach liberalnych społeczeństwa są coraz uważniej monitorowane przez państwo. Państwowe siły bezpieczeństwa nie będą ochraniać radykałów. Myśląc inaczej, popełniamy poważny błąd oceny sytuacji. Jako radykałowie celujemy ostatecznie w zniesienie przejawów społecznej niesprawiedliwości szerzonej zarówno przez kapitał, jak i przez państwowy aparat administracyjny. Skolonizowane przez kapitał państwo jest zaś ostatecznym gwarantem status quo. Oto jednak sytuacja, w której znajdujemy się dziś: jesteśmy zmuszeni do tego, by polegać na siłach, które chcemy zwalczać.

Ta zależność od ochrony protestujących przez państwo wyraźnie świadczy o słabości koalicji antyfaszystowskiej. Jest jasne, że sprawność fizyczna jednostki nie jest priorytetem tradycji lewicowej tak, jak ma to miejsce w przypadku faszyzmu. Jesteśmy zbyt zajęci walką z kryzysami społecznymi i samokształceniem, żeby spędzać całe dnie na siłowni. Z pewnością jednak nasz brak przygotowania do odparcia sił, które źle reagują na rozsądne argumenty mówi coś o naszym braku świadomości, niezależnie od wysiłków Antify.

Tak z platformy Kolorowej, jak i z samego tłumu protestujących powtarzano wciąż , że protest jest pokojowy. I taki właśnie był. Mimo dezinformacji doniesień medialnych, to nacjonaliści użyli swojej improwizowanej broni do ataku na policję. Podczas, gdy nam coraz bardziej doskwierała nuda i tylko Samba Rhythms of Resistance poprawiała nam nastroje i podnosiła ciśnienie, bliżej pl. Konstytucji trwały autentyczne zamieszki.

Na kije, bomby z farbą i ciskane nieprzerwanie petardy, policja odpowiedziała tarczami, pałkami i armatką wodną. Nacjonaliści w końcu dostawali dreszczyk emocji, po który przyjechali. Niszczeniu samochodów, w tym radiowozów policyjnych i furgonetek stacji telewizyjnych, wyrywaniu kostki brukowej i rzucaniu nią w policję, towarzyszyły aresztowania ok. 210 osób. Warszawskie wydziały miejskie oszacowały straty na samym pl. Konstytucji na ponad 140 tys. zł. Nieokreślony, ale ponoć wysoki odsetek aresztowanych był pijany. To łatwo mi sobie wyobrazić, jechałem z grupą pijących nacjonalistów w jednym przedziale pociągu do Warszawy poprzedniej nocy, by dołączyć do blokady. Według Ministra Sprawiedliwości, Krzysztofa Kwiatkowskiego, wielu aresztowanych to zagraniczni nacjonaliści. Przyjechali wspierać swoich polskich kolegów w zadziwiającym akcie międzynarodowej (!) solidarności.

Oprócz nacjonalistów aresztowano ok. 100 członków Antify z Niemiec. Zostali zatrzymani prewencyjnie poza miejscem głównych wydarzeń, mimo że nie angażowali się oni w ofensywne działania. Najprawdopodobniej policja dostrzegła ich mobilizację kilka ulic od Marszałkowskiej, a ta była jedyną ulicą na której legalnie zbierać się mogli blokujący marsz. Bezpośrednim celem blokady było zapobieżenie przejściu marszu przez Marszałkowską i w tym zakresie okazała się sukcesem. Nie mogąc przejść, pseudofaszyści wybrali drogę okrężną i w końcu doszli do celu – pomnika Romana Dmowskiego, znanego nacjonalisty wczesnych lat dwudziestego wieku (i obiektu mitomanii i sentymentu na dalekiej prawicy). Policja była tam mniej liczna, więc mieli względną swobodę w poruszaniu się po ulicach. Członków Antify aresztowano wcześniej, a dzień lub dwa później wypuszczono bez zarzutów.

Dziwnie było stać w tłumie po tym, jak blokadę okrzyknięto zwycięstwem. “Wygraliśmy”, można było w pewnym momencie usłyszeć z platformy Kolorowej. Temu stwierdzeniu towarzyszyły jednak ostrzeżenia o tym, jak niebezpiecznie byłoby próbować wracać do domu, i że lepiej póki co zostać na ulicy pod czujnym okiem policji. Okazało się, że to prawda. Jak można było się spodziewać, koniec oficjalnego marszu był tylko początkiem burdy. Nawiedzając ulice stolicy przez cały wieczór, nacjonaliści i pseudokibice szukali sposobów na wyrzucenie z siebie frustracji. Do tego czasu większość protestujących zdążyła już schronić się we własnych domach lub u znajomych. Kilka godzin później dotarły jednak do mnie doniesienia o pobiciu grup protestujących przez prawicowych zakapiorów w metrze. Nie ma, jak Zwycięstwo.

Policja wciąż pozostawała na ulicach. Mówi się, że policjanci obawiali się bezpośredniej konfrontacji z bojówkarzami. Około 40 z nich odniosło w ciągu całego dnia lekkie obrażenia, a kilku z poważniejszymi urazami trafiło do szpitala.

Wzięte pod lupę, wydarzenia z 11 listopada powinny skłaniać do refleksji nad rosnącą popularnością reakcyjnych idei wśród Polaków. Powinny również pomóc obserwatorom uświadomić sobie, że liberalny konsensus w żadnym wypadku nie wystarczy do zwalczenia dalekiej prawicy, zawsze skłonnej do wyrażania rasistowskich, seksistowskich i prowincjonalnych sentymentów żywych w szerszym społeczeństwie. Nadrzędnym celem radykalnej lewicy, antykapitalistycznej lewicy, jedynej autentycznej lewicy, powinno być przebudzenie z drzemki tych  środowisk społecznych, które dziś są mobilizowane w kierunku konserwatywnej i faszystowskiej ideologii i polityki. Konserwatyzm ma wiele twarzy, a tylko jedna z nich jest liberalna. Strzeże interesów uprzywilejowanych elit z pomocą niedouczonych, nienawistnych mas. Inne jego twarze są jeszcze bardziej obrzydliwe i zawsze gotowe pokazać się poprzez coraz śmielsze demonstracje przemocy przeciwko wszystkim wyrzuconym poza wąskie horyzonty faszystowskiego umysłu.

Należy z kolei pamiętać i podkreślać, że “faszyzm jest tylko jedną z twarzy kapitalizmu”, jak mówił jeden z bannerów na blokadzie. Od kilkuset lat kapitalizm toczy się walcem przez społeczeństwa całego świata. Stworzył przepastne podziały społeczne, czerpiąc siłę z mięśni klasy robotniczej. Mógł też polegać na wsparciu sfrustrowanej klasy średniej, jednocześnie aspirującej do jego bogactw i przerażonej popadnięciem w powszechne wśród robotników i chłopów ubóstwo. To państwu i systemowi kapitalistycznemu potrzebna była krystalizacja i rozpowszechnienie koncepcji “narodu”. To kapitalizm spółkował z nazistowskimi i faszystowskimi reżimami przed i podczas II Wojny Światowej. I to właśnie kapitalizm, ten niesłychanie wytrzymały i znaturalizowany system ucisku, kreuje społeczną patologię umożliwiającą dziś rozkwit faszystowskich sentymentów. Pseudofaszyści pozostają ślepi na rzeczywiste, materialne korzenie własnego ucisku. Zapominają, że to kapitalizm znosi i zawsze znosił granice w drodze do zagłuszenia swojego niezaspokojonego głodu, ze szkodą dla ludzi poddanych jego funkcjonowaniu.

Single Post Navigation

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Connecting to %s

Follow

Get every new post delivered to your Inbox.